Sandecja wysoko, bo 1:6 (0:3) przegrała na własnym boisku z liderem tabeli Widzewem. Drużyna z Nowego Sącza przystępowała do tego meczu jako „czarny koń” rozgrywek – beniaminek zajmujący trzecie miejsce w tabeli i realnie myślący o awansie do Ekstraklasy. Faworytem spotkania był jednak Widzew, ale emocje i serca podpowiadały jednak, że może wydarzy się cud, w postaci korzystnego wyniku z tą czołową drużyną tabeli I ligi.
Ten cud się jednak nie wydarzył – faworyt w niemal 10-minutowych odstępach zdobywał kolejne gole, do przerwy prowadząc 0:3, a po przerwie dokładając kolejne. Mecz był jednostronny – trudne warunki – rzęsiście padający deszcz, nasiąknięta murawa i wymagający rywal – wespół obnażyły wszystkie słabe strony Sandecji czyli brak techniki, szybkości i zgrania zawodników. Sądecznom starczyło sił aby dotrzymać pola Widzewiakom tylko przez pierwsze 5 minut I połowy oraz przez około 20 minut II połowy, kiedy to też zdobyli honorowego gola.
Proste, skuteczne metody Widzewa: cierpliwość, wyrachowanie, celne długie podania za plecy obrońców z pominięciem drugiej linii, szybkie ataki jednym-dwoma napastnikami okazały się w tych trudnych warunkach kluczem do sukcesu.
Słabo natomiast grała cała drużyna Sandecji – raziła nieskuteczność ataku i obrony. Akcje Sądeczan z dużą ilością podań, próby gry kombinacyjnej kompletnie nie zdały egzaminu. Sądeczanie na tle Widzewa błyszczeli nieporadnością i nieskutecznością, byli łatwo ogrywani przez Łodzian, nasi napastnicy zapomnieli jak się strzela, pomocnicy zapomnieli co to jest przytrzymanie i rozegranie piłki, a obrońcy zapomnieli jak się powinno bronić... Trener Wójtowicz konsekwentnie buduje drużynę Sandecji w oparciu o rosłych, prawie dwumetrowych zawodników, trzeba przyznać, że na boisku robi to wrażenie, trudno też tę taktykę nazwać za chybioną. Jednak zawodnikom tym brakuje techniki, szybkości, skuteczności, a w tym ostatnim meczu brakowało też motywacji i chęci grania. Ciężko jest to mówić, ale z takim nastawieniem, z takim poziomem w następnych meczach to sądecka drużyna nie ma szans na awans do Ekstraklasy.
Jedyną jasną stroną drużyny z Nowego Sącza był zawodnik z numerem 77 Petar Borovićanin, który na boisku dwoił się i troił – jako jedyny nie odstawał poziomem od zawodników pewnej już do awansu drużyny łódzkiego Widzewa. Gdyby tylko nasza drużyna mogła mieć pięciu takich jak on...
Drużyna Widzewa na naszej skórze pokazała, że duża przewaga punktowa nad drugim w tabeli Górnikiem nie jest przypadkowa, a zespół z Łodzi zdecydowanie już prezentuje poziom drużyn Ekstraklasy, w przeciwieństwie niestety do drużyny Sandecji. Tak jak to widać po kolejności drużyn w tabeli i różnicach punktowych – w I lidze jest Widzew i potem długo, długo nic... To wszystko potwierdziło się dzisiaj na boisku.
Pamiętajmy, że oprócz nas o miejsce premiowane awansem walczy też Górnik – drużyna która posiada wieloletnie tradycje w najwyższej lidze, a swój udział w I lidze traktuje jako wypadek przy pracy. Oni łatwo nie sprzedadzą skóry, a są już niemal pewni awansu.
Chcielibyśmy, aby nauczka jaką był mecz z Widzewem dała nam wiele do myślenia. Chłopcy wierzymy w Was, nie jest jeszcze za późno. Zagrajmy w następnych meczach najlepiej jak się da. Ważna jest koncentracja przez cały mecz, braki w technice i szybkości można nadrobić zapałem i sercem do gry. Mamy szansę na historyczny awans, nie zmarnujmy jej!
rs






















